Cudowne ocalenie – kolejna mazurska legenda

cudowne_ocalenie

Kolejna legenda z Mazur – Cudowne ocalenie

Grabnik, gm. Stare Juchy, pow. ełcki
Hordy Tatarów napadały przede wszystkim na kościoły, licząc, że ukrywane są w nich skarby. Najeźdźcy plądrowali Boże przybytki, a potem je palili. Kościół w Grabniku ocalał, a stało się to tak: gdy Tatarzy wpadli do wsi, zastali wszystkich mieszkańców zabarykadowanych w kościele. Ruszyli więc z powrotem do wioski, którą ograbili, a kilka domów podpalili. Choć mieszkańcy widzieli płomienie trzewiące ich dobytki, to z nabożną nadzieją pozostali w świątyni. Nikt nie odważył się wystawić stopy poza próg kościoła. Tatarzy postanowili więc podpalić świątynię, a aby nikomu nie udało się uciec, obstawili wyjście. W ten sposób chcieli zmusić duchownych do poddania się i wydania kościelnych skarbów. W końcu w narożnikach kościoła podłożyli niewielki ogień, a płonącą strzałą trafili w dzwonnicę. Patrzcie jednak. Żarłoczne płomienie zgasły, nie mogąc zaszkodzić bronionej budowli. A to dlatego, że Boży słudzy odgadli złe zamiary dzikiej hordy i prosili Pana Boga o łaskawą pomoc. I stał się cud. Kamienne ściany i drewniane deski pozostały nienaruszone. Wprawiło to w zdumienie Tatarów. Nie zrezygnowali oni jednak z osiągnięcia celu. Wreszcie, po wyważeniu masywnych drzwi, wdarli się do środka. Wewnątrz zobaczyli wieśniaków zgromadzonych wokół proboszcza, który modlił się gorliwie na klęczkach. Tatarzy wyciągnęli już swoje zakrzywione szable. Gdy tylko pastor zobaczył rabusiów, jego twarz spochmurniała. Powolnym krokiem podszedł do najeźdźców. Drżącym, ale mocnym głosem, wstrząsnął Tatarami mówiąc: „Wynoście się stąd mordercy, którzy złu służycie, bowiem dosięgnie was gniew Wszechmogącego. Opuście to miejsce, które Bóg ustanowił”. Stojący na przedzie cofnęli się wstydliwie, nie mogąc znieść piorunującego wzroku duchownego. Zbliżająca się masakra została zażegnana, a Tatarzy zaczęli cofać się w głąb kościoła. Tymczasem ksiądz stał nieruchomo, także mieszkańcy ani drgnęli. Zdeprymowało to najeźdźców. Gdy bezsilnie opuścili broń, grabniczanie powoli skierowali się do wyjścia. Kiedy ostatni wieśniacy opuścili świątynię, wyszli także Tatarzy, pozostawiając wewnątrz tylko duchownego. Jeszcze tego samego wieczora horda opuściła wieś. Jak mówiono, jeden z Tatarów, zanim uciekł z Grabnika, przestrzelił jeszcze strzałą chorągiewkę wietrzną na kościelnej wieży. Aż do I wojny światowej trzymano ją jako pamiątkę najazdu tatarskiego na Mazury.

Legenda z książki „Czarci Ostrów Wielki zbiór podań ludowych z Mazur”, którą wszystkim polecam.

Zapraszam do polubienia mojej strony Przewodnika po Warmii i Mazurach:
https://www.facebook.com/SlawomirAdamkowiczPrzewodnikPoWilczymSzancu